poniedziałek, 15 lipca 2019

Sanatorium Miłości, czyli cd Ustroń Zdrój Równica - ZABIEGI ZUS

Witojcie,

jak czytaliście w poprzednich postach jak uzyskać skierowanie z ZUS do sanatorium i już macie papier z decyzją i terminem i akurat jakimś trafem przekierują was do Ustroń Sanatorium Rownica, przybliżę wam nieco formę i rodzaj zabiegów jakie są pakiecie. 
Będzie to bardzo subiektywna zarówno ocena jak i zabiegi które zostały wytypowane akurat na moje schorzenie czyli dotyczące rehabilitacji układu oddechowego.

*
Na dzień dobry po rejestracji w recepcji, po okazaniu dowodu oraz skierowania z Zusu, 
po przyznaniu pokoju, otrzymaniu bransoletki z czipem, potrzebnej do odhaczania się przed zabiegiem, jedziemy winda do pokoju 

/ tutaj duży eufenizm - czekamy aż w końcu jedna z trzech zjedzie, mając nadzieje, że jesteśmy 1 z 5 osób które do tej windy się zmieszczą :)/

 następnie rejestrujemy się u pielęgniarki na swoim pietrze. 
Jesli przyjechałaś przed 13stą jest szansa ze załapiesz sie na obiad.
U pielęgniarki zgłaszać się ze swoimi wynikami badań, kartoteka chorób, 
która w praktyce była zbędna gdyż nasze papiery ZUS przesłał do sanatorium, 
wyznaczają nam pierwsza wizytę u lekarza prowadzącego. 
To on decyduje , po zapoznaniu się z historia choroby jakie przydzieli zabiegi. 
Jeśli ktoś już ma doświadczenie w tej materii może również zasugerować co mu pomaga, 
a czego by  raczej nie chciał.
*

sobota, 22 czerwca 2019

Sanatorium Miłości, czyli pisząc po ludzku Uzdrowisko Ustroń Równica

W końcu. 
Po wielu perypetiach, przeszkodą w postaci np. artroskopii kolana... Jestem w sanatorium... 
Jako osoba pracująca pojechałam tam w ramach prewencji rentowej. Czyli mówiąc krótko ZUS wzruszyły moje często zwolnienia i postanowił mnie podkurowac. 
A tak poważnie to kartoteka moich chorób zebrała się niezła kartoteka. O tym pisałam wcześniej. 

A więc po krotce parę istotnych informacji :

1. Czy można wybrać ośrodek? 
Można ją miałam dwa do wyboru, obydwa w górach. 

2. Na jak długo? 
Około 3,5 tygodnia. 24 dni. W ramach zwolnienie lekarskiego lub urlopu. 

poniedziałek, 18 marca 2019

Proza życia

Czy ktoś jeszcze czyta blogi?
Przyznaję z ręką na sercu, że od prawie dwóch lat nie odwiedzam regularnie blogów
Nawet tych moich ulubionych. Życie tak szybko przemyka mi przez palce.


Najbardziej widzę to po moich dorastających dzieciach.


Syn wybiera się do technikum. Pod warunkiem, ze zostanie dopuszczony do egzaminu 8-klasisty
i ktoś te prace sprawdzi :PP. Ma chłopak pecha. jak nie reforma 6 latków, potem reforma zamykania gimnazjum, to teraz strajki nauczycieli w tak decydującym momencie.ehh. proza życia.


Młoda kończy w tym roku 7 lat - tez decydujący zwrot - pierwsza klasa - oby trafiła na fajną i oddaną Panią. w Przedszkolu nie miała ich grupa do nich szczęścia. Co roku nowa...ehh. proza życia.


U mnie upływ czasu, nie licząc zmarszczek, widzę jedynie po częstszych wizytach u specjalistów.
A to ból barku, nadgarstka  - 20lat przy komputerze robi swoje,  to kolanko, bioderko- siedząca praca robi swoje...


Próbuje w tym wszystkim znaleźć równowagę.
Próbuje się zmobilizować do chodzenia na basen - niewiele mi zostało opcji przy moich uszkodzonym kolanie - próbuje podjąć wyzwanie nie jedzenia słodyczy - unikania mleka - wyszła mi nietolerancja na ten produkt. Próbuje znaleźć trochę czasu dla dzieci - tak szybko rosną. Ostatnio chciałam zabrać młoda na plac zabaw...hellooo on ma już 7 lat, ona chodzi z koleżanką....kurtyna...


Mam 44 lata - jeszcze coś tam iskrzy, jeszcze coś bym chciała. Kiedyś blog był mi pamiętnikiem, autoterapią, myślałam, że nawet że stanie się hobby... tłumaczę się brakiem czasu, że nie ma mi kto zdjęć robić -  bo jak wiecie #fashionstyle to moja odskocznia. Uwielbiam modę i bawić się nią...Kiedyś idąc z Synem na spacer usłyszałam, że wyglądam jakoś "inaczej" - w ustach wówczas 13 latka zabrzmiało jak komplement - hehe - ale zaraz sprecyzował widząc moją minę - że w sensie, ze ładnie i że tak jakoś wszystko pasuje i oryginalnie :)))


Nie jestem dobrą inspiracją jeśli chodzi o rzucanie się na głęboką wodę, ale do czegoś wam się przyznam....pamiętacie mój wypad do Wrocławia do Krysi na metamorfozę?

Minęło 4 lata i szykuje się u mnie kolejna...Tym razem na większa skalę...ale na razie nie będę zdradzać szczegółów dopóki nie będę wiedziała na 100% w jakim kierunku to idzie..

Na razie wygrałam casting - czyli jest we mnie potencjał na zmianę - chociaż fizyczną :), zobaczymy czy również mentalną aby dostać motywującego kopa, że nigdy nie jest za późno na realizacje marzeń...

będziemy na łączach :)




piątek, 1 lutego 2019

Wyjazd do sanatorium, czyli prewencja rentowa by ZUS

Kochani, to nie jest post sponsorowany,
a tym bardziej chwalenie się , że jadę do sanatorium....


Chciałbym się z wami podzielić bo być może nie każda lub każdy z was wie że oprócz rehabilitacji z NFZ, na które de facto czeka się dwa lata, chorującym długotrwale przysługuje coś takiego jak wyjazd do Sanatorium w ramach prewencji rentowej z ZUS-u.


ale zacznijmy od początku...


Od 10 prawie lat zmagam się z alergią. Generalnie jestem uczulona na pyłki traw, z różnych drzew, zboża, kurz itp. Mimo brania leków mniej więcej trzy razy do roku, a w szczególności gdy zaczyna pylić kończę na zwolnieniu chorobowym z zapaleniem krtani lub oskrzeli. No i oczywiście antybiotykiem.
Jeszcze przed urodzeniem Hani złożyłam wniosek o sanatorium na górne drogi oddechowe poprzez NFZ. I faktycznie odezwali się równo po dwóch latach z propozycją wyjazdu za 2 tygodnie do wybranego ośrodka. Problem był tylko jeden. Ja za miesiąc planowałam urodzić córkę :)
więc przepadło bo nie miałam głowy aby się odwoływać wiedząc, że i tak przez najbliższy rok będę karmić piersią, jak nie dłużej.


Po ostatnim zwolnieniu chorobowym moja lekarka ponownie namawiała mnie na złożenie wniosku. tym razem zaskoczyła mnie informacją, że jest też taka możliwość , po przejściu pozytywnym kwalifikacji, wyjazdu do Sanatorium, całkowicie bezpłatnie, poprzez złożenie odpowiedniego dokumentu w ZUS-ie.


Pojechałam do ZUS-u dostałam taki wniosek, wróciłam z nim do lekarza, który praktycznie od ręki go wypełnił i z powrotem zawiozłam do ZUS-u (taki wniosek możecie wydrukować na ich stronie).


Tydzień później z całą dokumentacją musiałam się stawić w Urzędzie.
Szczerze?
Nie spodziewałam się cudu.
Tym bardziej byłam zaskoczona gdy przeszłam pozytywnie badanie lekarskie. I zostałam zakwalifikowana do wyjazdu na trzy tygodnie do Sanatorium. Oczywiście taki wyjazd będzie możliwy najwcześniej za ok. 4 mce, gdyż jest to uzależnione od liczny pacjentów i kontraktów jakie ma ZUS, ale mnie to nie przeszkadza...


Pisze Wam o tym m.in. dlatego że jest również alternatywa dla osób nie tylko dojrzałych wiekiem, na zwolnieniu, ale również czynnych zawodowo. Tym bardziej iż jest to opcja gdy nie mamy po pierwsze ani środków, ani urlopu na taki wyjazd. Całość / oprócz dojazdu do ośrodka-chyba/ jest finansowana z ZUS-u. Zwolnienie lekarskie wypisywane przez lekarza prowadzącego z Sanatorium. Jest to również dobra opcja aby móc uprzedzić pracodawcę i przygotować go na swoją nieobecność...
Ja jadę do Ustki.
Mam nadzieje, że ten post okaże się dla niektórych przydatną informację.


Chociaż lepiej abyście byli zdrowi i nie chorowali :)



piątek, 19 października 2018

Kolano... które wraca jak bumerang

Minął rok od mojej zeszłorocznej przygody na rolkach. Nie byłabym sobą gdybym w tym roku czegoś nowego nie zmalowała. A może po prostu mam pecha.
Lipiec, przyjemna letnia bryza, idealna na wypad rowerowy. Bohaterowie dnia to Ja, mój rower, ścieżka rowerowa i przypadkowy kamień, który de facto powinien stać się głównym bohaterem tej niefortunnej akcji. I nie byłoby tematu gdybym niefortunnie na niego nie wjechała, przewróciła się upadając na kolano. prawe. to w którym w zeszłym roku zerwałam wiązadła...
No cóż, nieco spuchnięte, zostało w kolejnym etapie poddane kolejnemu rezonansowi.
Tym razem pęknięta łąkotka...
Tym razem nie uniknęłam zabiegu. ARTROSKOPIA...

środa, 23 maja 2018

Plastry na odchudzanie Sliminazer - HIT czy KIT ?

Skuszona reklamą szybkiego i łatwego zrzucenia wagi kupiłam na internecie plastry Sliminazer.





Oczywiście zdaje sobie sprawę, że bez diety i ruchu nie ma efektów. Tu w ogóle nie ma dyskusji.


Skusiła mnie jednak wizja szybszego metabolizmu, który u mnie bardzo kuleje, nawet przy jedzeniu rzeczy, które teoretycznie powinny go podkręcić.


Ale wracając do naszego produktu. Mniejsza o motywy. Fakty.
Producent zapewnia, że dzięki plastrom schudniesz.
Zastrzegając przy tym, że to suplement i nic nie zastąpi zbilansowanej diety :P


1. Cena : wywoławcza 317zł. Cena promocyjna 137zł.
   
    Cena ostateczna / gdy klikniesz chce odebrać zniżkę, jednorazowy rabat, ważny 15 minut/ 87zł.


2. Czas dostawy : paczką przyszła po 3 dniach od zamówienia, ja wybrałam opcję za pobraniem na  


    koszt dostawcy, spedycją DPD


3. Zawartość : paczka zawierała 30 małych plastrów.





4. Sposób użycia . I tu mam dylemat. Jedna strona informacyjna TU podaje aby plaster nakleić raz na dobę. Na 12h i koniecznie po 12 godzinach odkleić.





Na oryginalnym opakowaniu suplementu producent pisze że po 12 godzinach usunąć stary plaster i w nowym miejscu nakleić nowy...
Ja wybrała opcję plaster nowy plaster co 12h. dziś to mój drugi.


Jakie wrażenie? zaraz po naklejeniu trochę szczypie. Może to skutek uwalniania substancji lub...uczulenia na klej :PP



Postanowiłam się wam z tym podzielić, bo sama chciałabym wiedzieć jak naprawdę działają te suplementy. Dla wiarygodności, jem 5 posiłków dziennie, dużo w tym zieleniny, warzyw, mięsa, pije kawę, zieloną herbatę, pije średnio 1 litr wody dziennie. Moja aktywność jest umiarkowana. 2 razy w tygodniu uczęszczam na aquaerobic.




Jeśli macie pytania, proszę piszcie śmiało. Jedyne opinie dotyczące tego produktu znalazłam TUTAJ.



Aha. Producent podobno zastrzega prawo zwrotu. Pytanie gdzie wysyłać reklamacje? Na paczce nie było żadnego adresu. Na opakowaniu miejsce docelowe to Gibraltar. Wszystko na ten temat...

środa, 9 maja 2018

Hicior na lato #basketbag i przemycony #zwyklak z kibla

Nie od dziś kosze są stałym elementem naszej garderoby na wiosnę, lato.

Dla mnie są idealną alternatywą do stylu boho, który uwielbiam.



Od jakiegoś czasu królują okrągłe torebki.



Nie mogło zabraknąć tej alternatywy w przypadku toreb z rattanu, słomy, czy nawet sztucznego poliestru ale wciąż wyglądającego bardzo naturalnie.



Moja jest pojemna i bardzo wygodna.
Jedyne czego brakuje to zapięcia, ale nad pomyśle i zrobię coś sama...

*

*



*



*



*




A jakie są wasze typy na lato?

środa, 2 maja 2018

Pozytywny umysł, pozytywne życie

Jak to się dzieje że są ludzie, którzy umieją myśleć pozytywnie?


Czy naprawdę to tylko geny, przykład od rodziców albo super szkolenia gdzie motywują i jesteś wciąż na wysokim haju?

Jeśli chodzi o geny to sięgając wstecz nie przypominam sobie ani jednej osoby w  rodzinie mającej pozytywne nastawienie do świata, wręcz przeciwnie - spotkania rodzinne to wieczne marudzenie, narzekanie, zazdrość że komuś się lepiej powodzi...
Przykład z rodziców? o tutaj mogłabym napisać wręcz antyporadnik pozytywnego myślenia. Bardziej w kierunki jak zabić kreatywność i radość u dziecka a rozbudzić lęk i strach...Ale tylko ten kto w wychował się w rodzinie z rodzicem  alkoholikiem mnie zrozumie...
 A szkolenia? Zjazdy? Poniekąd pomagają, ale na krótką metę. Bo kiedy wracasz do domu, cała energia opada i znów zostajesz sam ze swoimi myślami. Pewnie dlatego ludzie zakładają różne grupy na fejsie aby wciąż mieć kontakt z innymi i nawzajem się motywować. Jasne to ma sens...
Na fejszbuku się nie udzielam, ale blogowanie to dla mnie taki zastrzyk pozytywnej energii :)

Można też spróbować terapii. Rozmowy z psychologiem, terapeutą. Pomagają one wyrobić sobie nowe ścieżki w myśleniu w naszym mózgu.
Tu potrzeba konsekwencji i systematyczności. Jak w sporcie. Aby utrzymać efekty trzeba wciąż ćwiczyć. Codziennie.

Ja z moim słomianym zapałem umiem utrzymać ten stan tylko chwilę...

A potem znów. Czarna dziura.
I tak sobie wyobrażam depresje. Jak stan czarnej dziury bez perspektyw, chęci, zapału, radości życia...
Ja od czasu do czasu odbijam się od dna. Mam narzędzia więc nie poddaje się. Nie mam już tego komfortu jak kiedyś, gdy wpadałam w swoje stany zdołowania, apatii, smutku.
To przez świadomość, wiedzę jaką posiadłam...

Wiecie czemu? Nigdy nie łączyłam odżywiania ze stanem myślenia i odczuwania.

Wiadomo, wiedziałam że jak zjem coś tłustego, fastfooda, wciągnę za duża batoników to będę się czuła pełna, ospałą, ociężała.
Ale nigdy nie wpadłam na to że jedząc zdrowo mogę się czuć świetnie cały czas.
Nie od dziś wiadomo, że aby utrzymać zdrową , szczupłą sylwetkę to zasługa w 70% diety, a w 30% to ruch.
I nagle eureka. Kiedy unikam potraw po którym mam wzdęcia, bo ewidentnie mi nie służą, czuje się nie tylko o niebo lepiej fizycznie, ale moje samopoczucie jest rewelacyjne. Mam ochotę do działania, wierzę że coś mi się uda. Dużo się śmieje, nie mam czarnych wizji na przyszłość, lęk przestaje być wiernym towarzyszem.
Łapie się na tym, że we wszelakich publikacjach wychwytuje te informacje o produktach żywieniowych, które wpływają na poprawę nastroju.

Bo skoro są tabletki typu prozac, bioxetin i czasem trzeba je brać przez jakiś czas w cięższych stanach depresyjnych bo działają one na nasz ośrodek mózgowy poprzez w skrócie podniesienie poziomu serotoniny to czemu nie poszukać naturalnych odpowiedników?

Ja wiem ,że mój stan który czasem nazywam depresją, złym humorem, strachem, lękiem, negatywnym nastawieniem jest poniekąd zachowaniem wyuczonym.
Jest jak skorupa do której się chowam gdy nie radze sobie z otaczającą rzeczywistością, problemami.
Ja wiem też że depresja jest chorobą i wiele czynników ma wpływ na jej pojawienie się.
Dlatego nie pozbywam się tej skorupy Przyznaje otwarcie że ona jest, nie wypieram się jej. Traktuje ją jak azyl , bo czasem są takie sytuacje gdy trzeba tam wejść - zmierzyć się ze swoimi smutkami, lękami, obawami, strachem, przerażeniem, niepewnością jutra...

Na pewno napisze post o takich super foods na dobry nastrój. Każdy znajdzie coś dla siebie :)

Bo jesteśmy tym co jemy. Nie tylko w sensie fizycznym ale przede wszystkich - psychicznym :)

Oczywiście to temat rzeka. Na dobry nastrój wpływa też uprawienie sportu, czy poranne lub wieczorne ćwiczenia, nasze otoczenie zarówno w domu jak i w pracy.
Tylko tak sobie myślę, że gdy zaczniemy zmiany od siebie to nawet beznadziejna praca, która kiedyś nas dołowała, można stać się atrakcyjniejsza lub po prostu znajdziemy w sobie tyle siły , że ją zmienimy.
Bo kiedy ktoś jest wiecznie z siebie niezadowolony, to nawet super życie go będzie męczyć.. wiem coś o tym :P...


czwartek, 19 kwietnia 2018

Jesteśmy tym co jemy…czyli moja dietetyczna droga przez mękę…







To nie przypadek, że skończyłam kurs Doradcy Dietetycznego.




Kiedy 20 lat temu wybierałam kierunek na studia, dietetyka jako dziedzina nauki nie była jeszcze aż tak popularna.


Dziś mamy do wyboru typowe studia I, II stopnia o specjalizacja Dietetyka. Fakt dają one nie tylko szerszą wiedzę, ale również większe uprawnienia a na pewno możliwość pracy w placówkach typu przychodnie, szpital, domy pomocy społecznej , żłobki, przedszkola państwowe…


A co zostaje dla tych co już nie mają czasu na studia? Kursy…Zresztą to jest rozwinięta obecnie dziedzina nie tylko nauki ale i życia, że co chwilę są nowe badania , odkrycia, więc edukacja jest non stop…


Odkąd pamiętam jest na diecie. Której nieobce są te słowa?


Co znaczyło w mojej sytuacji? Ano drakońskie diety odchudzające, diety ukierunkowane na nabiła, albo na tłuszcz, mięso, ograniczenia w przyjmowaniu konkretnych produktów. Co cechowało moje odchudzanie?


Przede wszystkim  nastawienie na szybkie osiągnięcie efektu, a potem to jakoś będzie…i właśnie to „byle jakość” mnie gubiło. Brak konsekwencji, zniechęcenie, a czasem nawet gorsze samopoczucie, bo chudłam, ale nie dostarczałam odpowiednich minerałów, ani witamin – więc skąd miałam mieć siły?


Czego zabrakło? ŚWIADOMOŚCI…tu nie chodzi aby się odchudzać , mieć tylko  płaski brzuch..tu chodzi o MOJE ŻYCIE…


Tu chodzi o MOJE CIAŁO, świątynie o którą powinnam dbać najlepiej jak umiem…


Kursy, które kończę są tylko potwierdzeniem moich zainteresowań, może kiedyś będę mogła komuś pomóc, tak jak na razie pomagam sobie i swojej rodzinie..


Od kilku lat bowiem moje zainteresowanie zdrowym jedzeniem wzrastało. Im czułam się gorzej tym bardziej szukałam zdrowych rozwiązań aby sobie pomóc.


Pierwszą ksiązką po która sięgnęłam, gdy kolejny raz w ciągu roku dostałam antybiotyk od lekarza było lektura „Pokonać alergię”…i mimo, ze polecam ją z czystym sercem, zabrakło wiary, siły  aby móc iść tą drogą. Gubiło mnie, znów, oczekiwanie na szybkie efekty, brak konsekwencji w działaniu. Produkty, które wówczas stały się abstrakcyjne i średnio dostępne.


Potem były kolejne, które tylko potwierdzały, że czas na żywieniowe zmiany.


Osobiście polecam Wam również blog Agnieszki Maciąg. Kopalnia wiedzy i dobrej energii :)


A to moje obowiązkowe lektury :


*

*

*

*

*

*

*

*


cdn...

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Każdy w życiu ma swoje etapy...

Przyszedł moment gdy na blog zabrakło czasu.


Życie pędzi tak szybko, że przy dwójce dzieci, pracy na etacie, jeśli chodzi o internet to czasu starcza mi tylko na szybkie przejrzenie instagrama, bądź wrzucenie na niego zdjęcia z telefonu .
Zajmuje to parę sekund.
Jest .
Odhaczone :)


Post na bloga wymaga jednak nieco więcej wysiłku. Nie tylko intelektualnego.
Przynajmniej ja tak mam. Lubię treści krótkie i zwięzłe oraz rzeczowe...


Ale dla mnie blog od samego początku był formą terapii. Radzenia sobie nie tylko ze swoimi emocjami, ale również próbą szukania swojej pasji...


Od zawsze interesowała mnie moda, szafiarki, jak ubrać się modnie i wygodnie
Potem moje serce skradło dekorowanie wnętrz. Zawsze kiedy jestem w Ikei, czy Jysku odczuwam przyspieszone bicie serca :)
Teraz przyszła faza na zdrowe odżywianie się. Zaczęłam czytać dużo materiałów i zwiększać swoją świadomość o czymś co niby wiedziałam, ale i tak nic z tym nie robiłam.
Trochę było w tym motywującego kopa poprzez wyniki badań córki i odkrycie jej uczulenia na pszenicę, która jest...prawie wszędzie...


Moim marzeniem jest zaliczenie kursu na Doradcę dietetycznego...tak aby móc w przyszłości pomagać innym.
Ale na razie to musze sobie samej pomóc :)
Bardzo bym chciała znaleźć czas aby móc się dzielić swoją wiedzą...


Trzymajcie kciuki...





środa, 8 listopada 2017

Odszkodowanie za zerwanie ACL. Niestabilność kolana.

Leczenie oficjalnie zakończone.
Oprócz dobrej wiadomości, że kość się zrosła, więzadło wciąż pozostaje zerwane.


Z tego co się dowiedziałam, mimo, że zerwane więzadło się nie zrasta nie zawsze są wskazania do operacji.
Podstawowym kryterium decyzji o operacji jest tzw. niestabilność kolana. Najczęściej objawia się uciekaniem kolana do boku, poczuciem niepewności podczas chodzenia.
Poczucie niestabilności pozostaje chyba na zawsze. Gdzieś w głowie jest pamięć o urazie i krok staje się niepewny.


Na tą chwilę u mnie brak wskazań. Ból niestety jest raz mniejszy raz większy, ale moja praca plus rehabilitacja dają takie efekty mocnych mięśni uda i łydki, które trzymają kolano w ryzach.


Po zakończeniu leczenia i otrzymaniu zaświadczenia od ortopedy zostałam skierowana do lekarza medycyny pracy. Jeszcze przed zakończeniem zwolnienia można umówić się do lekarza, bo do pracy można wrócić tylko z jego pozytywną opinią.


Jeśli jesteście ubezpieczeni trzeba zebrać całą dokumentację - w moim przypadku była to karta ze szpitala - zaraz po urazie- wyniki rezonansu magnetycznego - ksero kartoteki leczenia ortopedycznego. Ważne aby na ostatniej wizycie ortopeda wyraźnie napisał co nam dolegało, i jaki jest stan naszej np. kończyny po zakończeniu lekarza. Ma to ogromny wpływ na decyzję o przyznaniu wysokości odszkodowania.


Całą dokumentację, mając od pracodawcy nasz nr polisy, można teraz po zeskanowaniu wysłać poprzez stronę internetową.


Pamiętajcie, wysokość waszego odszkodowania zależy na pewno od trzech kryteriów :
- kwota całkowitego ubezpieczenia na życie
- tabeli norm oceny procentowej trwałego uszczerbku na zdrowiu

- stanu waszej kończyny po zakończeniu leczenia .


O czym warto wiedzieć? Nie jest tajemnica poliszynela że pierwsza oferta od ubezpieczyciela jest ofertą najczęściej spełniającą najniższe minimum.
Warto dorzucić pierwsza propozycję i czekać na decyzję rzeczoznawcy... W 99% przypadków wypłacona wartość jest większa !



czwartek, 19 października 2017

Czemu fajnie być bloggerką?





To uczucie gdy dzwonią z pracy, że przyszła paczka..
A ty wiesz, że niczego nie zamawiałaś...

I te ogromne oczy gdy widzisz wielki karton, a w nim, taka niespodzianka :

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...