poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Leki przeciwzakrzepowe czyli zastrzyki w brzuch

Nie wiem czy wiecie ale dla każdej kontuzji wymagającej usztywnienia nogi / obojętnie czy to palec u nogi, kostka, kolano, czy udo/ muszą być wykonywane zastrzyki w brzuch. Aby nie doszło do zatoru w żyłach a tym samym do śmierci. /Wiem brzmi dość groźnie, ale to prawda, dla wnikliwych odsyłam TU ./
Na youtubie znalazłam wiele instrukcji jak to robić więc zaoszczędzę Wam swoich doświadczeń :).

Są to gotowe strzykawki jednorazowe z lekiem, z bardzo cienką igłą więc, przyznaje bez bicia ich wkłucie nie boli. Dla mnie nieprzyjemny moment to tylko wbicie igły w fałd skóry..

Lek który wypisał mi lekarz na Sorze to
Clexane 40mg - po refundacji - 10 zastrzyków - 35zł . Zastrzyków przepisanych mam na razie 50. więc wyobraźcie sobie tą kwotę...
Pani w Aptece była tak miła, że zaproponowała świeży zamiennik tego leku, a mianowicie
Neoparin 40mg...a to jego cena :



tak, tak dobrze widzicie - opakowanie 10szt kosztowało ... 3,2zł !!!

Także warto pytać o zamienniki, nie kupować na ślepo co przepisze lekarz, gdzie nie od dziś wiadomo, że rynkiem rządzą koncerty i ich przedstawiciele, a im więcej lekarz przepisze danego specyfiku, na który został namówiony,  tym bardziej lukratywna  wycieczka :) (oczywiście dla niego)

stay tuned...

piątek, 18 sierpnia 2017

Noga w gipsie czyli mówią sport to zdrowie. Moje doświadczenia

Jak to jest, że najwięcej tematów na bloga generuje samo życie?

Naprawde moje życie ostatnio musiało byc strasznie monotonne skoro ostatni dzień urlopu spędziłam na ...SORze :/

Od wtorku zaczynam swoją przygodę z nogą w gipsie i ze...służbą zdrowia.

Choc minęły dopiero 4 dni podzielę się swoimi spostrzeżeniami i rozterkami.

Po pierwsze gdy uległam kontuzji (jechałam na rolkach, i niefortunnie upadłam także wykręciłam łydkę i kolano do boku) pojechaliśmy z mężem od razu na ostry dyżur do szpitala, z racji tego że wtorek to w Polsce święto. To że święto miało duże znaczenie, niestety na minus.

Przyjęcie na izbę odbyło się bez problemu. Nie miałam żadnych  dokumentów, ale wystarczy znac swój pesel, no i nip zakładu pracy(ale to po badanie i orzeczeniu) - ja nigdy nie pamiętam , ale mam go w telefonie.
Na szczęscie w naszym szpitalu są wózki inwalidzkie gdzie przy uszkodzonej dolnej kończynie są niezwykle ważne.
Czekanie, czy raczej pokłady cierpliwości - to główny wymiernik bycia na SORZe. Nie ważne czy jesteś jedyny, czy przed tobą kilku pacjentów. Ja byłam jedyna a i tak czekałam aż ktoś do mnie wyjdzie. A kiedy pojawiła się pielegniarka, po opisaniu zdarzenie i miejsca bólu dostałam skierowanie na RTG. Na trzecim piętrze ;/. dzięki bogu za windę. Po otrzymaniu zdjęcia znów zjazd na dół.
Tam swoje odczekałam bo niestety trafiliśmy na zjazd karetek po wypadku. Sądząc tylko po obecności kapłana, to musiał być śmiertelny wypadek. Swoją drogą wiedziec coś przed mediami to rzadkośc w dzisiejszych czasach...
W końcu uchyliły się drzwi. Lekarz zaprosił do środka. Płyta ze zdjeciem RTG była dla mnie. Lekarz miała już  moje zdjecia - kolana i kostki u siebie na komputerze. PO obejrzeniu zadzwonił po konsultację chyba na ortopedie. Słyszałam tylko szczątki rozmowy....usg? wziąc na oddział?...

I tu mądry polak po szkodzie. teraz wiem, ze nie powinni mnie puścic z gipsem do domu bez zrobienie USG, szczególnie że chodziło o kolano, gdzie tu przede wszystkim uszkadzają sie mieśnie, a tego zdjęcie retngenowskie nie pokazę. Oczywiście wszystko przez święo, brak personelu, dostępu, ale brak dobrej woli. Gdybym wiedziała prosiłabym o zostawienie mnie na oddziale i nawet gdybym musiała czekac do jutra . A tak?
Zostałam zapakowana w szynę gipsową / taki pół gips, pod spodem gips na wierzchu bandaże/ wersja long. z wypisem i skierowaniem aby zgłosic sie w ciągu 7 dni pilnie do lekarza...

Oczywiście miałam nie ruszac tej nogi, leżec cały czas z uniesioną do góry.

Z jednej strony szczęśliwa, że wróciłam do domu z drugiej zaniepokojona co dalej???

Aby umowic sie na wizyte musiałam poczekac do środy. Terminy NFZ 2-3 tygodnie. masakra.
z drugiej strony zamiast leżec musiałam się włóczyć do przychodniach...gdzie gdyby mnie zostawili w szpitalu zaoszczędzono by mi tych wszystkich katuszy...

A wierzcie mi schodzenie z drugiego piętra z takim gipsem nie należy do najprzyjemniejszych rzeczy.

Najpierw postanowiłam skorzystac z pakietu medycznego jaki mam u siebie w pracy

Pech chciał, że umowiona na czwartek trafiłam do lekarza ortopedy, który nie miał nawet komputera w gabinecie w którym przyjmował/ taki mu przydzieliła przychodnia/ nie mówie juz o urządzeniu do usg, właściwych igieł do ściągnięcia opuchlizny.
Straciłam 2h czasu kosztem swojego zdrowia / wchodzenia i schodzenia zw schodów - ale za to mogę polecic najmniej inwazyjny sposób :)/.
Jedyny plus to , że lekarz wypisał wniosek o refundację i zamianę gipsu na o wiele lżejsza ortezę. ps. nożyczek tez nie było w gabinecie :/ . Refundacja polega na tym, że zamiast np. 700zł zapłaciłam ...70zł .
Dostałam również skierowanie na tomograf. To mile, ale perspektywa kolejnego wyjścia  z domu przyprawiła mnie o mdłości....
Cudem nie czekałam długo tylko 2 dni. Niestety ponieważ na kostce nie miałam gipsu lekarz skierował na tomograf tylko kolana :(. Też mogłam się odezwac, ale byłam w  takim szoku, cała "obsługą" że wyszło mi to z głowy...

Teraz muszę czekac tydzień za wynikiem. Jestem umówiona do ortopedy tak aby miec już ten wynik. Jest on bardziej szczegółowy od usg więc nie umawiam się wcześniej. Tydzień niepokoju, stresu czy czas bierności nie zaszkodzi kolanowi .

Mam obawy że lekarze będę chcieli mnie "leczyc" gipsem i "czasem". Że dopiero po zdjęciu ortezy i rehabilitacji, jeśli wciąż będzie bolało może dadzą skierowanie na operacje.
W większości sytuacji w związku z kontuzją kolana czytam, że prawie zawsze wskazana jest operacja.
Operacji bym się nie bała. Wolę to niż bezsensowne oczekiwanie tygodniami aż sytuacja sama się "naprawi"...


Także więcej za tydzień ...stay turned...



piątek, 4 sierpnia 2017

Dwie pasja - Dwa marzenia - Pasja nr 1



Dwie pasje – dwa marzenia


Pasja nr 1.


Odkąd pamiętam moja mama przywiązywała uwagę do stroju
– STRESSED, DEPRESSED BUT WELL DRESSED – to chyba motto całego  naszego kobiecego rodu. Zresztą nie tylko ona. Nie przypadkiem teściowa – też krawcowa – wie jak co z czym połączyć. Nie chodzi nawet żeby było modnie, bardziej aby strój pasował do osobowości, wieku i przede wszystkim figury.


Zresztą obie nie miały łatwego życia, ani z mężami, pijakami, żadnej pomocy do dzieci, były czynne zawodowo, obowiązki domowe – proza życia – nie jedna z nas pewnie ma podobnie próbując pogodzić wszystkie obowiązki a tu doba ma tylko 24h. Gdzie miejsce na hobby, relaks, pasje? Mimo wszystko udało im się zaakcentować pierwiastek kobiecy, podkreślając go strojem.


Co do mnie to pojęcie wyrażenie siebie strojem można by było podsumować jednym – bogatym wnętrzem – Uwielbiałam ubierać się kolorowo – czułam że kolor ma moc – a jednocześnie intuicyjnie dopasowywałam go do samopoczucia – gdy mi źle – chowam się za czernią- gdy chce dodać sobie pewności – szukam czerwonych akcentów – gdy rozsadza mnie szczęście – akcentuje kolorem.


Moje poczucie tzw. stylu – ewaluowało z wiekiem.


I niestety … trudno mnie zaszufladkować. Chciałbym napisać, ze mój styl się zmienił, że zaczynam wchodzić w fazę prostoty, elegancji…ale bym skłamała. W środku wciąż jestem tą nastolatką, która lubi się bawić moda i nawet jak założę coś stonowanego kusi mnie aby przemycić jakiś kolorowy dodatek, albo całkowicie idę po bandzie i szaleje z kolorystyką.


Bardzo bym chciała aby nazwijmy rzecz po imieniu, to zakupowe uzależnienie, przetransferować w coś pożytecznego. Chciałabym mieć swój gabinet, atelier gdzie mogłabym to swoje bogate wnętrze, tak bardzo eksponowane czasami na zewnątrz , wykorzystać aby pomagać kobietom wyeksponować swoje atuty, poczuć się dobrze z własnym ciałem. Jestem z pokolenia Trinny i Susanne, Goka.


Obecnie moją idolką jest Maja Szablewska. Gdyby prowadziła warsztaty chętnie bym do niej pojechała na konsultacje J. Czemu? Bo mimo wszystko czuję się niepewnie. Brakuje mi pewności siebie, abym mogła doradzać innym. Z drugiej strony mam duża intuicję, której nie zawsze umiem się wsłuchać.


I tak pierwsze z marzeń pozostaje wciąż do realizacji. Może kiedyś mi się uda je spełnić…


A dla relaksu pokaże Wam jak się ubierałam kiedyś :