sobota, 4 stycznia 2014

Ten TYP tak ma...



Zainspirowałam się postem Malwiny "Sztuka robienia sobie dobrze"...

i doszłam do wniosku jak bardzo jestem na NIE....


Ale nie dlatego, że się nie zgadzam. Dlatego, że konstrukcja mojej psychiki
powoduje, że:
- żyje przeszłością - z ogromną pieczołowością "celebruje" koszmarne wspomnienia z dzieciństwa. Pozwalam sobie aby przeszłość determinowała moje wybory, zachowania innych wpływały na moje samopoczucie, rozpamiętuje do granic minimalizmu co kiedyś, gdzieś, ktoś zrobił, powiedział. Nie odpuszczam. Sobie ani innym. Podlewam w sobie jad, aby móc w opowiednim momencie dosrać, wypomnieć...
Kiedy w zasięgu brak "ofiar" z doskonałą precyzją zwracam się przeciwko..sobie... Zajadam stres, rzucam bluzgami, kłócę się o pierdołę.
Wszystko po to aby móc uruchomić w sobie znane poczucie winy.
Bo da mnie obce jest poczucie bycia zadowolonym...wiecie, tak wewnętrznie, sama ze sobą. Jestem swoim największym i najsurowszym krytykiem. Nikt tak naprawdę nie potrafi "dojebać" mi tak bardzo jak ja sama..sobie...

- żyję przyszłością - wybiegam myślami w przestrzeń kosmiczną. I nie było w sumie tak źle gdyby nie towarzyszący im stale strach i lęk...
Lęk, że pójdzie coś nie tak. Strach, że coś się zjebie. Nawet jak idzie ku dobremu, to napewno za rogiem czycha "jeb".

O ile lubię poniekąd tą swoją "nienormalność" o tyle są dni kiedy się duszę..
A co z teraźniejszością? To balansowanie na skrajnościach, zawieszona pomiędzy przeszłością i przyszłością...

Ola pisała o celach...

W sumie mam...jeden...nauczyć się żyć Tu i Teraz...

Podjęłam terapię..Zresztą nie pierwszą..
W sumie to jestem ..weteranką...mam na swoim koncie terapię "DDA"; "Współuzależnienie", "Al-anon"... jakby było się czymś chwalić, ehhh

I choć męczę się strasznie, bo dla mnie "kochać siebie i być dla siebie dobrą" to jakiś ANTAGONIZM, to próbuję, i choć czasem padam na pysk, czasem drę ryja, ryczę w poduszkę, manipuluje bliskimi, jestem złośliwa i wredna to kuźwa...próbuje to zmienić...z różnym skutkiem, nie powiem. Pamiętając o tym, że nawet jeśli dziś coś pójdzie nie tak, zawsze mogę jutro to zmienić...PONIEWAŻ :

22 komentarze:

  1. Wiem o czym mówisz mimo, że z DDA nie mam nic wspólnego. Niektóre rodziny tak mają, że zatruwają życie swoim członkom na bardzo długo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt...czasem mimo prób zmiany nastawienia przebywając w "toksycznym" środowisku siłą rzeczy traci się energię...

      Usuń
  2. Oj jad przeszłości potrafi zatruć teraźniejszość - Gośka znam tą agonię, umieram co trzy dni, reanimuję się pisaniem i na jakiś czas powrac tętno...
    Uczę się cieszyć chwilą , to trudne, ale ciągle próbuję ...
    http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Asiu, gratuluje opowiadania...czekam na publikację opowieści wigilijnej :-)
      ps. najważniejsze że po upadku...wciąż wstajemy...

      Usuń
    2. One już są opublikowane haha, Moje to tylko tło do naprawdę dobrych piór :)
      Człowiek jest niczym stonka, wie że leży na grzbiecie i zbiera siły, żeby przerzucić się na kończyny i tak w kółko
      Pozdrawiam

      Usuń
    3. Jakoś Ci nie wierzę...szczególnie jak mam "próbkę" talentu z bloga...skromnisia :-)))

      Usuń
  3. mam to samo, nigdy nie jestem z siebie zadowolona... noszę w sobie traumę z dzieciństwa, która nie daje mi żyć normalnie (nie chodzi o alkoholizm ...) ... a jeśli chodzi o szczęście, zawsze swoje poświęcam dla innych, bo ja jestem ta, co nie chce krzywdzić... co do terapii, podjęłam leczenie psychiatryczne, po m-cu moja pani psychiatra odeszła z poradni... chciałam pójść do psychologa, prawie cztery m-ce czekałam na termin (na NFZ) a tydzień przed zadzwonili, że muszą mnie przenieść na kwiecień (to był grudzień) bo są zmiany w poradni... tak się u nas można leczyć... pozdrawiam Cię ciepło, jak widzę wiele nas łączy ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki za otwartość...ja też próbowałam tabletki szczęścia i mimo iż wiem, że są momenty kiedy nie ma wyboru, trzeba brać, aby móc się dźwignąć, to teraz podjęłam wyzwanie aby w końcu zmienić sposób myślenia i wprowadzić go w życie poprzez terapię...

      Usuń
    2. Pisałam komentarz, nie skończyłam, chyba mi go zjadło,,,

      Usuń
    3. Nic nie znalazłam...musiał być..głodny :-)

      Usuń
  4. Trzymam kciuki aby sie udało.

    OdpowiedzUsuń
  5. Eh Gosia... Jak tak bardzo lubię babrać się w przeszłości, że na życie przyszłością nie mam już czasu. Wkurwiam się sama na siebie praktycznie codziennie, bo nie potrafię tego przerwać.
    Terapia? Życzę powodzenia i zaciskać kciuki. Po moich długim wychodzeniu z depresji wiem już o sobie tyle, że jeżeli sama sobie nie pomogę, to nikt mi nie pomoże... ten typ tak ma :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama tez próbowałam...ale nie umiałam się zmobilizowac do działania, choć teorię mam w małym palcu...Potrzebuje przewodnika...

      Usuń
    2. Coś w tym jest... Moje wychodzenie z depresji polegało głównie na łykaniu psychotropów, a każdy wie, że to nie o to chodzi... No chyba, że zakłada się, że będzie się je brało do końca życia-wtedy to jest metoda.
      Wiesz, może to śmieszne, ale mi w jakimś sensie pomaga blogowanie. Czasami naprawdę tak zajebiście mi źle, że jedyne co mogłoby powstać to post dla samobójców, a zaczynam go pisać z przymrużeniem oka, i wychodzi na to, że można spojrzeć na każdą sytuację z innej perspektywy... Chociaż, kiedy jest mi już naprawdę źle, wtedy nie piszę wcale... I jakieś mam takie dziwne szczęście, że wchodzę wtedy (zupełnie przypadkiem) na blogi, które mi pomagają...

      Usuń
    3. Pisanie bloga to forma ... autoterapii. U mnie rozpoczęcie terapii zbiegło się z moją duża aktywnością na blogu...
      Sama teraz nie wiem co mi teraz pomaga, hehe...
      Zawsze byłam orędowniczką wyrzucania emocji, a pisanie uważam za jedną ze skutecznych narzędzi...Piszę od zawsze...kiedyś pamiętniki, teraz blog..
      Dodatkowo wspierające komentarze, nie dość że miód na serce, zawsze są..mobilizujące :-)

      Usuń
  6. Gosia, wszystkiego się można nauczyć, nawet bycia szczęśliwym. Uwierz mi.
    Ale jak już człowiek załapie o co chodzi! To jest bardzo bardzo ok.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już pomału widzę efekty.
      Nie mam już takie spinki jak wychodze do ludzi.
      Zawsze się na coś nastawiałam, oczekiwałam, próbując przewidzieć wszystkie scenariusze, aby nie dać się życiu zaskoczyć...strasznie lubiłam się umęczyć...takie sado-macho na mózgu...ehhh

      Usuń
  7. Helo Kochana :))NO tak sobie poczytałam i muszę powiedziaec ze też to znam z autopsji, i mimo iż nie wspomagałam się żadną terapią to też mam swoje bolączki z przeszłości i te które całkiem niedawno dotknęły, tez rozpamiętywałam, karałam siebie że to Ja jestem ta najgorsza, no i tak jestem w rodzinie czarną owcą bo w końcu przejrzałam szeroko na oczy i nie dam więcej robic z siebie jelenia :))) I powiem CI odkąd przestałam dogadzac innym, dbac więcej aby to dla mnie było dobrze jest mi z tym całkiem fajnie, przestałam się przejmowac i jak to moja siostra mówiła zbawiac cały świat :) Życie to dar i loteria zarazem nigdy nie wiesz co jest za zakrętem, ale to nie znaczy że nie możesz byc szczęśliwa, wystarczy bardziej zadbac o siebie w pierwszej kolejności, robic tak by Tobie było wygodnie, a reszta sama powoli się ułoży ! Wierzę że dasz radę, no przecież my kobiety niby słaba płec, a jednak dużo więcej znosimy i dajemy radę TY też dasz !!!!
    Wszystkiego Najlepszego w Nowym Roku Gosiu niech spełnią się marzenia, spokój ukoi zmysły, radośc zagości na stałe, a miłośc będzie tarczą !:)

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Beatko..miło Cię "gościć"..
      Dziękuje za ciepłe słowa...już nieraz twój komentarz dodawał mi otuchy :-))

      Usuń

Dziękuje...każdy komentarz mnie uskrzydla...

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...