poniedziałek, 5 maja 2014

Dojrzałe macierzyństwo...

specjalnie nie pisze "rodzicielstwo".. bo chce o mnie samej...z mojej perspektywy...

Kiedyś Nishka poczyniła post o młodych matkach.. naprawdę młodych.. nastoletnich...

Ja jestem Matką z drugiego bieguna...



O ile z pierwszym wstrzeliłam się idealnie, rodząc przed 30stką (a dokładnie m-c przed 30stymi urodzinami :))..a tyle z młodą to już inna bajka...
Oboje byli planowani...w sensie.. świadomi praw i obowiązków.. hulaj dusza...bzykanko bez zabezpieczeń (swoją drogą : piękne czasy, buuuu)...
Młody poczęty na ziemi irlandzkiej, kiedy po 3 latach "naturalnych prób" poddaliśmy się i postanowiliśmy wyjechać na "saksy".. a tu proszę... po miesiącu.. dwie kreski... czyli pomogło niemyślenie, wyluzowanie, brak spinki i tzw. parcia na dziecko...
Druga pociecha, gdyby los pozwolił byłaby wcześniej.. zawsze chciałam rodzeństwo dla Michała..
ale los tak pokierował moim życiem ze przez 3 lata byłam samotną matką z dzieckiem i trudno było o.. zapylenie.. mówię oczywiście o świadomym :)))
A kiedy przyszedł ten moment.. zaszłam w ciąże w wieku 37 lat.. urodziłam w sumie też w tym samym wieku bo Hanka jest tzw. walentynkowym dzieckiem :) , poczętym w lutym, urodzoną w listopadzie...

Patrząc z perspektywy mojego wieku i mojego doświadczenie chcę się z Wami podzielić jak to jest ze mną...
Pierwsze co mnie zaskoczyło podczas wizyty u ginekologa to że jestem Matką z tzw. ryzyka...
Ogólnie tak się mówi kobietach po 35tym roku życia..
Ryzyko związane z urodzeniem chorego dziecka...Nie znam statystyk odnośnie młodszych kobiet, ale dla "nas" badania sprawdzające wady wrodzone są bezpłatne.. Piszę tu przede wszystkim o inwazyjnych badaniach takich jak. Amniopunkcja - kiedyś o tym pisałam, ciężko wracać, to były naprawdę trudno chwile...

Na porodówce, w naszym szpitalu, ogólnie z racji rodzenia drugiego dziecka byłam traktowana jak.. wieloródka.. czyli "Pani se świetnie da radę, Pani se poradzi"...a wiadomo, że każde dziecko jest inne i ten brak empatii pielęgniarek trochę mnie rozczarował...z drugiej strony, czułam, że te młodsze matki były traktowane bardziej protekcjonalnie...

Kondycja - uuuuu - u mnie kiepsko. Może to nieprzespane noce, praca, dwójka dzieci, sks, ale nie ma miejsce żeby mnie nie bolało.. a najbardziej kręgosłup... Najlepsze jest to kiedy tylko stękam małżowi, że nie pamiętam aby przy młodym tak mnie bolało, zawsze rzuca ten sam tekst "Kochanie, ale to było 8 lat temu"... :)))

Stabilizacja finansowa.. hmm... obecnie to chyba jakiś oksymoron... bo niezależnie czy masz 25lat czy 35 lat, twoja ciąża nigdy nie jest na rękę pracodawcy...

Dojrzałość emocjonalna...no cóż jako typowy DDA, jestem żywym przykładem "wiecznego dziecka", o rozpieprzonych emocjach, temperamentna, wulgarna, płaczliwa, niepewna, lękliwa..
nie no, naprawdę to zajebisty materiał na "dojrzałą matkę"... plusem jest że nad sobą pracuję więc jest szansa , że kiedyś nauczę swoje dzieci radzenia sobie z własnymi uczuciami...

Żeby mi się tak chciało jak mi się nie chcę - kurna - zazdroszczę Frytce - nie daleko mi do niej wiekowo, a kobitka ma dzieci prawie odchowane, luz blues, może się realizować, przeczytać książkę od początku do końca, dopić kawę, wyjść wieczorem kiedy zechce...(u mnie te zwykłe, proste czynności są na razie w kwestii marzeń)

Najcięższe działo zostawiłam na koniec...pomoc przy dzieciach...kiepsko...my w pakiecie mamy dziadków, niestety nie do pomocy, ale do opieki, co często sprzyja konfliktom, gdy małż pada na pysk, a Syn by chciał aby tata poszedł z nim na boisko pograć w piłkę...a tu trzeba teściowej zakupy zrobić, posprzątać, do lekarza zawieźć....to jest chyba największy minus późnego macierzyństwa...

Czy są jakieś plusy zapytacie?
Aha...dobra wymówka jak się czegoś nie chce, no bo dzieci małe, a to chore, a to nie ma z kim zostawić... :PP
Nigdy nie powiem, że się nie wyszumiałam.. oj, szumiałam, szumiałam i to bardzo :) wiec teraz nie jest mi kompletnie żal, a jak się trafi jakaś imprezka to jestem wniebowzięta choć i tak wolę dobre kino, pizzę z przyjaciółmi :)


21 komentarzy:

  1. Skąd ja to wszystko znam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i może jeszcze napisałaś o tym posta?
      hihihi.. wymienimy się doświadczeniami?

      Usuń
    2. No właśnie, skąd :)

      Usuń
  2. moja córa będzie w sierpniu miała 2 latka, a urodziłam ją w wieku 28 lat....póki co nie myślę o drugim ale fajnie,że napisałaś taki post dał do myślenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oczywiście nie biorę odpowiedzialności :PPP
      może są tu jakieś mega happy 40stki z małymi dziećmi...?
      :)))

      Usuń
  3. Cenny post... Ja mam 26 lat i jakoś mi się do macierzyństwa nie śpieszy, a chyba powinno...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ejjj...nie chciałam Cię wystraszyć :))
      Każdy wiek na urodzenie dzieci ma swoje plusy i minusy...
      Bo nie wiem czy kalkulacja "na zimno" się sprawdza?
      W młodym wieku moim piorytetem były studia i wtedy też nie mogłabym na nikogo liczyć, bo rodzice pracujący i ciągle zmęczeni...

      Usuń
  4. No nie gadaj, że stuknęła Ci czterdziecha!? Kobito toc Ty wyglądasz góra na 32!!!
    Ciesz się dzieciaki działają na Ciebie lepiej niż odmładzające spa! :D
    Ach tam plusy i minusy...
    Najważniejsze, że dzieciaki zdrowe! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja plan miałam taki: dwójka teraz, a trzecie może później;) Ale czy mi się będzie później chciało;) Żałuję troszkę, że nie udało nam się wcześniej z dzieckiem, ale 30 jak na te czasy to też nie starość;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja gdybym nie zapomniała jak to jest z małym dzieckiem to nie wiem czy bym się znów zdecydowała ;)
      Na szczęście po 7 latach wspomnienia były zatarte i poczyniliśmy ...Hanusie...

      Usuń
    2. ps. Gratuluje udanego roczku..teraz to już z górki :)))

      Usuń
  6. Ja może po trzydziestce sobie strzelę drugie. :D Jachu będzie nastolatkiem, wiec co mi tam. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi już zaczynały być jakoś tak pustawo gdy młody poszedł do szkoły (6lat) i na przytulanie i buziaki musiał mieć dzień.. nie mówię już o całkowitym PUBLICZNYM zakazie całusków ...ehhh

      Usuń
  7. moja koleżanka zdecydowała się, podobno świadomie, na dziecko w wieku 42 lat, mając już dwie dorosłe córki... nie chcę jej oceniać, ale moim zdaniem nie wyszło jej to na dobre... z pracującej biznes women stała się siedzącą w domu z dzieckiem kurą domową... zero wyjść bez małego, spotkania tylko w domu a Młody?... wychowuje się wśród samych dorosłych, pierwszy kontakt z rówieśnikami miał dopiero, jak poszedł do żłobka... ale to jej życie... ja bym się nigdy nie zdecydowała na dziecko w tym wieku, czasem trzeba brać pod uwagę przyszłość, kiedy Młody będzie miał 18 lat, ona - 60 lat....
    oraz wcale nie jesteś zbliżona wiekowo do mnie "gówniaro" :))))))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem jak (nas) mnie złapie wybieganie w przyszłość i pomyślę, że jak młoda będzie miała 18stkę a Ja na emeryturze.. tfu...dziarska 55latka..to mi jakoś dziwno...
      Mam tylko nadzieję, ze jak będę odbierać młoda z przedszkola to że nikt pierdyknie tekstu "Haniu, babcia po Ciebie przyszła" heh, heh...

      Usuń
  8. Gosia, jaki drugi biegun :) Jakbyś napisała, że urodziłaś w wieku 45lat, to byłby drugi biegun :) Nie wiem, czy dzieci odmładzają, czy nie- Ty wyglądasz zajebiście i w życiu nie dałabym Ci tyle lat. I spoko- nie ma tu cienia kokieterii, bardzo się zdziwiłam, kiedy doliczyłam się, że musisz mieć 39lat. Ja planuję trzecie właśnie koło 37-38roku życia, oczywiście jak zdrowie i inne kwestie pozwolą. I też się czasami zastanawiam- jak to będzie... To, co mnie oczywiście najbardziej martwi, to właśnie ta niby grupa ryzyka, bo przecież też byłabym mamą raczej pod 40tkę. A te nieprzespane noce, brak kondycji? Przeżyję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehe, bo o DDA mówi sie ze to wieczne dzieci...a wyglad? wiadomo jak sie podrasuje nie jest zle...a tak powaznie.. staro sie czuje fizycznie...bo zmeczenie najbardziej daje w kosc. najwazniejsze zem duchem...młoda :)))

      Usuń
  9. Trafiłaś postem w moje rozmyślania...ja jestem w grupie ryzyka czyt:po 35 rż. Lata starań,dwa Aniołki w niebie i ogromny strach przed tym co mnie czeka...Na szczęście mam teściową jaką mam i tylko dzięki temu nie skupiam się tylko na ciąży ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaak.. w takich momentach wredna teściowa na coś się przydaje :)) skutecznie odciągając twoją uwagę od zmartwień ciążowych ...
      dbaj o siebie kochana :)

      Usuń

Dziękuje...każdy komentarz mnie uskrzydla...

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...